"I widziałem innego anioła, lecącego przez środek nieba, który miał ewangelię wieczną, aby ją zwiastować mieszkańcom ziemi i wszystkim narodom, i plemionom, i językom, i ludom, który mówił donośnym głosem: Bójcie się Boga i oddajcie mu chwałę, gdyż nadeszła godzina sądu jego, i oddajcie pokłon temu, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i źródła wód".
(Obj. 14,6-7)
ŚWIADECTWA

NASZE ŚWIADECTWA


I będziecie mi świadkami po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom


On nadaje sens mojemu życiu

Budowa moich więzi z Bogiem nie była łatwa. W dzieciństwie byłam przekonana, że Bóg jest gdzieś daleko, że mnie nie słyszy, bo nie odpowiada na modlitwy. W liceum Bóg otworzył moje serce, a stało się to pod wpływem rekolekcji prowadzonych przez ludzi, którzy opowiadali o tym, jaki zmieniło się ich życie, kiedy zaufali Bogu. Ich słowa budziły we mnie nadzieję. Uwieńczeniem rekolekcji była moja odpowiedź na wezwanie, które skierował do mnie Bóg. Wobec wszystkich zgromadzonych tam ludzi wypowiedziałam słowa: „Jezu oddaję Ci moje życie.” I wówczas po raz pierwszy w życiu doświadczyłam miłości Boga.
Trafiłam do Odnowy w Duchu Świętym. Tak bardzo zaangażowałam się w ten ruch, że z czasem sama zaczęłam prowadzić rekolekcje. Przynosiło mi to dużo radości, bo mogłam służyć Chrystusowi. Mniej więcej w tamtym czasie zrodziło się we mnie pragnienie lepszego poznania Boga. Stwierdziłam, że najlepsze, co mogę zrobić to rozpocząć studia teologiczne.Od czasu nawrócenia moim największym pragnieniem było oddanie całego mojego życia memu najlepszemu Przyjacielowi. Po studiach trafiłam na dwa lata do pewnej ewangelizacyjnej formacji w Łodzi. W jednym domu mieszkali chłopcy i dziewczyny (studenci i młodzi pracownicy), których łączyła wspólna modlitwa i ewangelizacja. W tym samym czasie pracowałam w szkole podstawowej jako katechetka. Przyznaję, że tam spadły mi łuski z oczu, gdy zobaczyłam faktyczny stan duchowy wielu polskich rodzin. Dotychczas obracałam się w zupełnie innym środowisku, w innym mieście. Ta konfrontacja była dla mnie niemałym zaskoczeniem. Pamiętam sytuację, kiedy ojciec pewnego chłopca przyszedł do mnie z żalem, że namawiam dziecko do czytania Pisma Świętego. Wypisał dziecko z religii, komentując: „Biblia jest dla księży”. Zaczęłam się mocno zastanawiać nad wiarą i praktyką ludzi. To nie był łatwy okres. W tym czasie koleżanka z pokoju nauczycielskiego, o której wiedziałam, że jest z "innego kościoła” zaproponowała, żebyśmy zorganizowały koncert „ekumeniczny” w pobliskiej parafii. Bardzo się ucieszyłam. Nie miałam wątpliwości co do trafności tej idei, bo widziałam, że jest osobą bardzo wierzącą, a jej wiara nie wynika z tradycji, ale z autentycznej więzi z Bogiem. W pracę z dziećmi wkładała całe swoje serce: organizowała dla nich warsztaty teatralne, często wyjeżdżali do domów dziecka. Miała w sobie wielką miłość do Boga, dlatego bez oporów, spontanicznie dzieliłam się z nią trudnościami, jakie przeżywałam w pracy z dziećmi. Mimo, że dzieliły nas różnice doktrynalne, czułam z nią głęboką, duchową więź. Cieszyłam się, że wreszcie mogę swobodnie porozmawiać z kimś o Biblii. Ona i jej przyjaciółka, którą później poznałam były zakochane w Słowie Bożym. To się udzieliło także mnie. Zaczęłam czytać coraz więcej i więcej… Byłam zachwycona tym, co odkrywałam: „Słowa, które Ja wam powiedziałem są Duchem i życiem.” W pewnym momencie doszłam do przekonania, że Chrystus po raz kolejny wzywa mnie, bym rozpoczęła nowe życie z Nim. Nie mogłam już dłużej okłamywać samej siebie, ponieważ kochałam Chrystusa i wiedziałam, że Jego Słowo jest Prawdą. Zrezygnowałam ze swojego dotychczasowego, uporządkowanego życia: zmieniłam pracę, zakończyłam formację we wspólnocie. Dokonałam rewolucji. Naprawdę nie było to łatwe, ale nie żałuję. Święty Paweł powiedział: „wszystko uznaję za śmieci, byle bym tylko pozyskał Chrystusa.” On nadaje sens memu życiu, jest Zbawicielem, który oddał za mnie życie, który umarł zamiast mnie. Nigdy nie poznałam lepszego Przyjaciela. Warto powierzyć Mu Siebie. Zachęcam Ciebie, który czytasz to świadectwo – oddaj ster swojego życia w ręce Jezusa, ponieważ nigdy Cię nie zawiedzie. Czytaj Biblię – to list miłości Boga do Ciebie. To pokarm, który sprawi, że zaczynasz się cieszyć i prawdziwie żyć pełnią życia. Szczęście jest w zasięgu Twojej ręki. Nie bój się go chwycić.



  • Moje życie to cud

    Większość ludzi przychodzi do Kościoła, bo wie, że kiedyś na ich drodze stanął Jezus i od tego momentu chcą już do końca życia iść za Nim. Co sprawia, że ludzie ci pełni są wewnętrznego pokoju i głębokiej wiary? Jedynie osobista więź z Bogiem sprawia, że dusza zaczyna kwitnąć. Urodziłem się i wychowywałem w rodzinie pastorskiej. Jako syn duchownego stanowić miałem wzór dla rówieśników zarówno tych z kościoła, jak i „ze świata”. Moje życie wyglądało jednak zupełnie inaczej. Rodzice nigdy nie zmuszali mnie do wiary. Pamiętam jedynie, że pilnowali, bym odmawiał wieczorną modlitwę, dziękował Bogu za jedzenie, za dobre oceny w szkole itp.
    Wszystko sprowadzało się do cierpliwego i pełnego miłości wpajania zasad, których wartość docenić miałem dopiero kilka lat później. W wieku pięciu lat zachorowałem na praktycznie nieuleczalną chorobę odzwierzęcą. Szpital był moim drugim domem, z którym nie rozstawałem się na dłużej niż parę dni. Lekarze nie dawali żadnej nadziei na mój powrót do zdrowia. Pamiętam jak pewnego zimowego popołudnia, siedząc na szpitalnym łóżku patrzyłem obojętnie przez okno. Widziałem dzieci beztrosko bawiące wśród zasp śniegu. Niektóre zjeżdżały na sankach, inne ganiały się, rzucając śnieżkami. Byli mniej więcej w moim wieku. Pamiętam jak odwróciłem się do siedzącej obok mamy i zapytałem: „ja chyba nigdy nie wyzdrowieję, prawda?”. Z jej oczu popłynęły łzy – taka była odpowiedź na moje pytanie. Dzisiaj jestem dorosły, trenuję koszykówkę i uprawiam inne dyscypliny sportu. Jestem jedynym przypadkiem pacjenta, który zupełnie wyzdrowiał. Choroba nie pozostawiła w moim organizmie ani śladu. Ludzie mówią, że miałem szczęście, ja zaś jestem pewny, że był to cud. Teraz żyję w przekonaniu, że Bóg dla każdego z nas ma plan. Kiedyś, dwa tysiące lat temu Jezus potwierdził, że nasz los nie jest Mu obojętny. On czyni cuda także w twoim życiu, musisz jedynie zdobyć się na odwagę by je zauważyć….

  • Bóg szuka człowieka

    Od dzieciństwa na jakiś sposób uczono mnie wierzyć w Boga. Lubiłam chodzić do kościoła na różne nabożeństwa i bynajmniej nie dlatego, że ktoś mi kazał. Potrzebowałam Boga już jako dziecko. W okresie dorastania byłam bardzo nieszczęśliwa i zakompleksiona. Mając 18 lat nie widziałam sensu istnienia. Nie cieszyło i nie pociągało mnie to, co moich rówieśników: piwo, dyskoteki, bilard itp. Przestałam chodzić do kościoła, chociaż nie zaprzeczyłam istnieniu Boga. Obwiniałam Go jednak o wszystko, co złe w moim życiu. Nie chciałam żyć. Myślałam o samobójstwie. Pamiętam, że wtedy zaczęłam czytać Biblię.
    Ktoś mi wtedy powiedział, że gdy raz zacznę ją czytać, to już zawsze do niej będę wracać. Słowo Boga było moim lekarstwem. W Biblii znalazłam pokrzepiające słowa, które koiły i goiły moje rany. Z dnia na dzień odrzuciłam myśli o samobójstwie, a raczej same odeszły. Teraz wiem, kto za nimi stał… Czytałam Biblię jeszcze przez kilka miesięcy. Potem zdałam na studia. Wyjechałam. Nowe otoczenie, nowi ludzie, nowe wyzwania. Odeszłam od kościoła, gdyż bardzo mi się nie podobało to, co się w nim dzieje. Porzuciłam też niestety Biblię. Już mi nie była potrzebna. Wyszłam za mąż. Zapomniałam o Bogu. Przez 10 lat był gdzieś tam z boku. Przypominałam sobie o Nim zwłaszcza wtedy, gdy działo się coś złego. „Odklepałam” wtedy „Ojcze Nasz”, ale nic więcej. Uważałam, że jestem „wolna” i z zacięciem zastrzegałam, że nigdy już nie wstąpię do żadnego kościoła. Wyśmiewałam ludzi, którzy chodzili po ulicy z Biblią lub pukali do drzwi z Ewangelią. Oczywiście zachowywałam Tradycję, bo przecież „co ludzie powiedzą”… Stopniowo pojawiały się problemy i nieporozumienia w pracy. Na co dzień spotykałam się z niesprawiedliwością i zawiścią. Często popadałam w depresję i przygnębienie. W końcu problemy skumulowały się tak, iż nie widziałam z nich wyjścia i nie byłam w stanie nic zrobić, aby je rozwiązać. Pojawiały się we mnie pytania egzystencjalne: „Jaki sens ma to wszystko, co się dzieje? Po co żyję? Po co się męczę? Po co tyle trudu, kłopotów, wysiłku? Po co ten pęd i zabieganie? Umrę i co? Nic już po mnie nie zostanie i nic dalej już nie ma?!” Czegoś potrzebowałam. Ciągle czułam pustkę. Nie wiedziałam wtedy, że potrzebuję Boga. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Bóg o mnie nie zapomniał. Pukał ciągle do drzwi mojego serca. Odnalazł mnie, jak zagubioną owcę. Znowu zaczęłam czytać Biblię. Przypominałam sobie teksty, które znałam na pamięć. Wróciłam do Biblii tak, jak ktoś kiedyś zapowiedział. Jakże żywe były teraz te słowa! Bóg nie rozwiązał moich problemów od razu. Pojawiły się też nowe, ale pomógł mi na nie spojrzeć z perspektywy i wskazał, co w życiu jest najważniejsze. Pokazał, że jest nadzieja, a tą nadzieją jest Chrystus. Oddałam swoje życie Jezusowi. Jezus ratuje mnie codziennie. Nadaje sens życiu. Dał odpowiedzi na wiele pytań. Wypełnił moje życie. Bez Niego już nie chcę żyć. Teraz naprawdę czuję się wolna.


Wiesia

Ada

Asia

Tomek